Dzisiaj przez cały dzień
chodziłem z Xandrą. Tylko ona mnie rozumie, wie kiedy należy uciekać i
wie kiedy można blisko podejść. Zaczynam się już się do niej
przeprowadzać, sypiamy ze sobą i w ogóle. Rankiem znowu czułem się nie w
sosie, coś tu nie grało. Xandra nie była głodna i ja wyjątkowo też. Nie
chciało mi się nawet polować!
-Silver...
-Tak, Xan?- odpowiedziałem
-Boli mnie brzuch..Mffhh...- jęknęła Xandra
-Dobrze, chodzimy do lekarza.- odparłem
-Nie. To nic poważ...Auu! Może jednak chodzimy?
-Ha, dobrze.
Idziemy, a
Xandra ma coraz to większe skurcze. Nie wiem co to oznacza więc się za
bardzo nie odzywam. (.....) Jesteśmy już u lekarza. Kolejka jest dłuższa
niż nigdy! Stwierdzamy, że nie będziemy czekać. Idziemy do pobliskiego
szpitala i tam przyjmują nas niezwłocznie.
-Gdzie panią boli?- zapytał wyrafinowanym głosem lekarz.
-Tutaj, pod żebrami.
Lekarz zrobił to co do niego należy i stwierdził :
-Podejdzie pani do sali numer 12 na parterze.
Schodźmy na
parter i szukamy sali numer 12. Znajdujemy ją w dość szybkim czasie, ale
mi nie wolno wejść. Mija jakieś pół godziny i Xandra wyskakuję z sali,
rzuca m się w ramiona i krzyczy :
-Silver! Jestem w ciąży! Cieszysz się?!
-Tak! Pewnie, że się cieszę!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz