W jaskini alf spędziłem z Miryam upojną noc. Rano czułem się bosko, więc
kiedy wilczyca jeszcze spała ja poszedłem na polowanie i upolowałem nam
dwie sarny. Zebrałem kilka ziół i podgrzybki czarne, zrobiłem sos
mieląc jej i dodając wody. Wszystko było gotowe kilka minut przed
obudzeniem się Miryam.
- Co to? - spytała, jakby nadal spała.
- Śniadanie dla królewny. - pocałowałem ją lekko. Zabraliśmy się do jedzenia.
- Po co znowu te sałatki? Wiesz, że nie za bardzo to lubię. - powiedziała z ironią.
- Oj, musisz się dobrze odżywiać. - powiedziałem i podsunąłem jej
jeszcze, czasem lubię ją drażnić. Wilczyca zawarczała, a ja się
zaśmiałem.
- Myślałem, że jesteś potulna jak baranek, dobrze, że mi udowodniłaś że
to nie prawda - zaśmiałem się. Nagle Miryam skuliła się i zajęczała.
- Co jest? - podbiegłem do niej.
- Nic, po prostu boli.
- Jak nic? Chodź - poleciłem jej iść za sobą. - Połóż się na mchu.
Jestem wilkiem Natury, ona z resztą też, ale sama nie może siebie
ocenić. Przyłożyłem jej łapę do gardła, czoła, nosa, płuc, serca a potem
brzucha. Tam usłyszałem szum i jakby ciche bicie końskich kopyt.
- Coś się stało?
- Jesteś w ciąży. - powiedziałem poważnie.
<Miryam, dokończ>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz