czwartek, 18 października 2012

Od Anastasii


Leciałam po błękitnym niebie. Słońce rzucało żółtawy blask na chmury, nad którymi leciałam. Miałam ochotę wznosić się wyżej i wyżej. Widziałam z góry wielkie bladozielone lasy, niebieskie jak niebo jeziora, oraz piękne potężne góry. Robiło się już późno, a ja już nie miałam siły latać. Postanowiłam wylądować. Szybko znalazłam jaskinie i położyłam się spać. Obudziłam się wcześnie, słońce jeszcze nie zaczęło wschodzić. Moja śnieżnobiała sierść była w niektórych miejscach prawie czarna. Nadal nie miałam siły po całodziennym locie, więc musiałam się zdać na moje łapy. Dopiero teraz widziałam te zielone lasy z bliska. Rosło tam pełno roślin których nie znałam. Mocno zielone kolczaste pnącza, wielkie różowe kwiaty o zapachu pięknym, lecz jeśli dłużej je wąchałeś mogłeś spokojnie zemdleć.Znalazłam strumień. Umyłam się, ale moja sierść była żółtawa, strumień musiał być brudny. Las z każdą chwilą stawał się coraz bardziej tajemniczy. Chodziłam po nim przez cały dzień i podziwiałam roślinność. Były tam też drzewa z zielonkawymi pieniami i żółtymi liśćmi. Wyglądały naprawdę dziwnie, być może w tej części lasu coś się stało. Nim się spostrzegłam, zrobiło się ciemno. Drzewa lekko świeciły, więc postanowiłam pod jednym przenocować. Rano, gdy się obudziłam, całkowicie okryły mnie liście z drzewa. Otrząsnęłam się z nich i poszłam dalej. Podeszłam do strumienia by napić się wody, gdy w niego spojrzałam, odskoczyłam od razu. Podeszłam jeszcze raz i spojrzałam w taflę wody. Byłam koloru liści. Nie rozumiałam dlaczego. W końcu miałam moc by polecieć.
Poleciałam bardzo wysoko. Z góry miejsce było zielone, gdy tam wróciłam, po dziwnych roślinach nie było śladu.Wędrowałam przez kilka dni. Nagle, pierwszy raz od roku wyczułam zapach wilka. Udałam się prosto za nim. Dotarłam do jaskini. Przed nią czuwały dwa wilki. Zauważyły mnie. Nie mogłam polecieć więc szybko zaczęłam biec (wciąż próbując wznosić się w powietrze). Wilki miały wielki problem z dogonieniem mnie, ponieważ byłam bardzo szybka. Wbiegłam do ciemnego lasu, myślałam że ich zmylę, ale niestety, nadal podążali za mną. jeden prawie mnie złapał, w ostatniej chwili udało mi się polecieć. Las był coraz ciemniejszy, w końcu widziałam pod sobą ciemną otchłań. Nie mogłam tam wylądować,. Więc musiałam lecieć dalej.

* * *
Było około północy gdy w końcu zobaczyłam polanę. Nie rozumiałam jak udało mi się tyle lecieć, w moim wieku nie miałam jeszcze wiele mocy. Chyba księżyc mi sprzyjał. Padłam zmęczona na ziemię. Następnego dnia odnalazła mnie Miryam i dołączyłam do watahy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz