środa, 17 października 2012

Od Miryam

Skończyłam właśnie mocą rysować plan naszej watahy, kiedy zaburczało mi w brzuchu. Trzeba coś zjeść, pomyślałam. Już miałam wstać, kiedy usłyszałam jakiś głos przy wejściu.
- Jesteś?
Rozpoznałam go. To był głos Forst`a. Wyszłam z jaskini.
- Prawie jak zawsze - zaśmialiśmy się. - Z jakiej okazji przyszedłeś?
- Chciałbym zaprosić cię na... kolację, o ile nie jesteś zajęta. - powiedział, spuszczając oczy.
- Jasne - uśmiechnęłam się. I tak miałam zamiar coś zjeść.
- To świetnie. Chodź za mną.- ucieszył się
Poprowadził mnie wzdłuż potoku, aż doszliśmy do pięknej polany obrośniętej drzewami. Na polance leżał mech,a na nim sarna i dwa zające.
- Jak tu ślicznie! - zachwyciłam się,a  moje oczy zrobiły się wielkie jak spodki.
Forst uśmiechnął się i machnął łapą w stronę mchu.
Usiedliśmy i zaczęliśmy jeść. W między czasie dużo rozmawialiśmy. Kiedy po sarnie i zającach nie było śladu, usiedliśmy obok siebie i patrzyliśmy w gwiazdy. Było tak pięknie! Położyłam łebek na ramieniu Forst`a. Byłam taka szczęśliwa... W końcu położyliśmy się na grzbietach bardzo blisko siebie... Księżyc był ogromny - pełnia. Spojrzałam na Forst`a i zobaczyłam odbicie księżyca w jego oczach. Uśmiechnęłam się pod nosem.

<Forst, mógłbyś?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz