Pewnego wieczora siedziałam w jaskini. Padał mocny deszcz. Pogoda nie
zakwalifikowała się do wyjścia na zewnątrz. Marzyłam. Robiłam to zawsze
gdy nudziło mi się. Wyobrażałam sobie że mam wielkie potężne skrzydła i
fantastyczne moce. Latałam w przestworzach i robiłam za super bohaterkę.
Ratowałam młodszych i pouczałam ich. Niestety marzenia nagle prysły,
ponieważ wyrwała mnie Alice. Wymieniłyśmy kilka zdań, po czym
położyłyśmy się spać. Następnego dnia rano wstałam wcześnie. Miałam
nadzieję zobaczyć coś ciekawego. Doszłam do jeziora i usiadłam przy nim.
Wstałam gwałtownie i poszłam jeszcze kawałek. Jednak po kilku minutach
wróciłam do jaskini. Nagle przyszła Alice .
- Czy coś się stało?- zapytała. Zaprzeczyłam ruchem głowy.
- Nic. Byłam się przejść.- Powiedziałam.
- I jak?- Spytała mnie .
- Dobrze. Doszłam tylko do jeziora, nie dalej.- Odpowiedziałam i zaczęłam patrzyć w górę .
- Teraz będzie bardzo nudno.- Westchnęła.
- Dlaczego?
- Nie ma Silvera , ani moich dzieci .- Odpowiedziałam .
Rozmawiałyśmy do wieczora. I tak minął mi dzień. położyłyśmy się spać. Z
samego rana gdy była jeszcze mgła wyszłam się przewietrzyć. Szłam i
nagle zobaczyłam bardzo kolorowego motyla. Przypominał miniaturową
tęczę. Postanowiłam pobawić się z nim i pobiegłam za nim w głąb lasu.
Tam dogoniłam go i dotknęłam łapą. Nagle coś mnie zmusiło , żeby się
odwrócić . Kiedy się odwróciłam zobaczyłam wielką piękną tęcze . Więc
pobiegłam w stronę tęczy . Biegłam i biegłam , aż dotarłam do potoku
gdzie widziałam znowu tego motyla .
CDN
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz